Megan, ile razy mam Ci powtarzać, że to Twoja historia? Sama ją opowiedz.
- Ale ty to robisz w bardziej interesujący sposób! No, to co? Nie daj się długo namawiać!
Umiesz zbajerować człowieka, serio. No ale okej - streszczę Twoje życie. W końcu, po co byłbym tutaj potrzebny, no nie?
- Nie marudź już tak, tylko opowiadaj!
Ej, ej, ej! Bez takich mi tutaj! Jeśli mam przedstawić komuś Twój życiorys, powinnaś być dla mnie chociaż troszkę miła. To naprawdę nie boli.
- No weź!
Okej, okej. Już zaczynam. Ekhem... Dnia dwudziestego szóstego maja urodziła się dziewczynka, której rodzice nadali imię Megan. Oczarowała całą rodzinę swoją urodą i wdziękiem, stając się tym samym ich oczkiem w głowie. Nic więc dziwnego, że wkrótce stała się rozkapryszoną lalunią z ładnymi oczami...
- Ej!
Och, przestań już. Doskonale wiesz, że żartuję! Tak naprawdę, to Megan wychował jej starszy brat Matt. Ojciec pracował jako prawnik, a matka prowadziła własną restaurację, więc nie mogli poświęcać córce wystarczająco dużo czasu. Wkrótce stwierdzili, że rodzeństwo przeprowadzi się do Oxfordu, by nie plątali się pod nogami. Od tamtego czasu Megan żyła w ślepej nadziei, że rodzina kiedykolwiek się połączy, przypominając opowieści jej koleżanek ze szkoły. Pragnęła kochających rodziców, a w rzeczywistości widziała ich raz na dwa miesiące. Była jednak niezwykle wytrwałą dziewczyną, więc dzielnie trwała z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok...
- Podoba mi się. A może wspomnisz teraz o Stephanie, co? Nie zapominaj, że to wciąż cząstka mojego życia!
No przecież wiem! Właśnie miałem zamiar o tym powiedzieć. Stephanie Judette Foutchers, urocza sześciolatka, a zarazem najważniejsza osoba dla Megan. Tak, nie mylicie się! Steph była jej siostrą. Niestety zmarła w wypadku samochodowym, kiedy nasza urocza Meggie miała siedemnaście lat. Do dzisiaj tkwi w żałobie...
- Ty też byś tkwił! Była moją młodszą siostrzyczką! Jak ja mogłam pozwolić jej jechać na ten durny obóz?!
Ech... Meggie, nie obwiniaj się teraz, dobrze? Ludzie będą się śmiali. No dobra, Steph nie żyje, a Megan rozpacza. Nawet jej starszy brat, który swoją drogą ma naprawdę ogromne poczucie humoru, nie umie jej rozweselić. Postanawia, że wraz z siostrą wrócą do Londynu, gdzie Meggie i tak by musiała pojechać ze względu na studia. Zdecydowała, że będzie się rozwijała wokalnie, bo jej głos po prostu musiał ujrzeć światło dzienne.
- Skończyłeś już? Czy jeszcze chcesz dodać jakiś komentarz, co, matole?
Nie, spokojnie. Wolę się powstrzymać, bo kolejne siniaki nie wyglądają zbyt atrakcyjnie. Albo czekaj! Jedno słówko do naszych słuchaczy: Ta laska to psychopatka! Uważajcie na nią!...
-Starczy, starczy, mój drogi. No, ale spisałeś się świetnie. To co, kawa?

Wow...Naprawdę świetny. Nigdy jeszcze nie widziałam opowiadania z taką narracją! :)
OdpowiedzUsuńZapowiada się ciekawie. Czekam na więcej!
Szkoda mi tylko Stephanie...:/
Zapraszam na:
http://maagicspencer.blogspot.com/